Please enable / Bitte aktiviere JavaScript!
Veuillez activer / Por favor activa el Javascript![ ? ]
Wyszukiwarka


Nawigacja
Strona Główna
Dodaj zdradę
Artykuły
Kontakt
CZAT (jest 0 zobacz kto)

Ekipa portalu
Test na wierność
Portal w pigułce


Wasze zdrady
Zdradzone przez męża
Zdradzeni przez żony
Zdradzone przez chłopaków
Zdradzeni przez dziewczyny
Zdradzeni w innych związkach
Zdradziłem - zdradziłam
mama/tata zdradza

Pomocne instytucje
Detektywi
Prawnicy
Psycholodzy
Poradnie rodzinne
Dodaj instytucję

Wzory dokumentów
Porady prawne

Zbanowani użytkownicy
Polityka cookies
Postrzeleni kulkami
Użytkowników Online
Gości Online: 21
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 12,359
Najnowszy Użytkownik: Pietia
Ankieta
Co było/jest najtrudniejsze po zdradzie?

Strach przed powtórną

Dalsze kłamstwa

Spadek samooceny

Brak skruchy, dalsze poniżanie

Wybaczenie

Odrzucenie

Brak bliskości, intymności, odraza fizyczna

Strach przed zarażeniem, ciążą

Strach "jak ja sobie poradzę" sam/sama

Bezsilność

Musisz się zalogować, żeby móc głosować w tej Ankiecie.
Ostatnie Artykuły
Potęga przebaczenia
Jak rozwiązać proble...
Dziecko ofiara małże...
Życie po zdradzie
Ból emocjonalny R...
Twoje miejsce
Reklamy...
banalnie
Zdradzona przez mężamam 32 lata.
z mężem znaliśmy się od liceum i od liceum byliśmy parą. później wspólne zamieszkanie sielanka, ślub, wielka miłość sukcesy męża. i pierwsze kłamstwa, dotyczące problemów z kasą. usprawiedliwiał się tym, że nie chciał martwić mnie przepraszanie że ostatni raz. Zmiana pracy przeprowadzka. wyjazdy służbowe, coraz więcej pracy coraz mniej nas, jakieś pomniejsze kłamstwa co jakiś czas i awantury o nie. w końcu zaczęły wychodzić ewidentne poszlaki zdrady, robiłąm awantury, słuchałam wytłumaczeń i przyjmowałam je. O swojej domniemanej wtedy kochance wypowiadał się jak o chorej psychicznie szmacie bez zasad moralnych i to mnie uspokajało (a prawda jest taka ze dzięki tym jej zwierzeniom miał gotową instrukcję urzytkowania). W kwietniu zrezygnowałam z pracy mieliśmy się przeprowadzić do wygodniejszego mieszkania drugie dziecko. a tu nagle go nie ma od 7 rano do 23 nieobecny, weekendy w biurze, powód dużo pracy, ryzyko zwolnienia i takie banialuki. W maju oznajmił , że jest tak nie szczęśliwy w małżeństwie że chciał popełnić samobójstwo (matka go telefonicznie odciągała od pomysłu zabicia siebie, tylko, że wspomniana nic o tym nie wiedziała), że jest nałogowym kłamcą, że terapia może nic nie dać, że zasługuję na kogoś lepszego. Oczywiście nie ma kochanki przysięgi na wszystko łącznie z życiem dziecka. ja zaczęłam brać odpowiedzialność na siebie i odleciałam, jakbym była uzależniona od heroiny. wyprowadził się ponoć żeby naprawiać, a ja nie jadłam nie spałam chodziłam po ścianach i czułam olbrzymi ból, niestety na wszystko patrzyła moja córeczka i to potworne. chodziliśmy na terapię tam opowiadał jak kocha i jak zależy, a jak się okazało później już z nią mieszkał. w pierwszej połowie czerwca przedstawił córeczce 5lat kochankę, mi uargumentował to tym że pożyczali sobie auto a dziewczyna bardzo go wspiera, bo sama w na koniec maja rozstała się z narzeczonym. W połowie lipca powiedział mi na spotkaniu ze to koniec, ze nie ma nikogo, że ma depresję i impotencję. po tym była padaczka emocjonalna, płacz, ból, bezsens. Siostra wynajęła detektywa. dla nas pieniędzy nie ma a Kochanką wakacje zagraniczne, śniadanka na paryskiej w wawce sam ekskluziw. Jak kretynka wygadałam się z detektywa, oczywiście najpierw zaprzeczał, mówił ze jestem psychiczna , że w biurze ma jeszcze kilka innych koleżanek i czy ze wszystkimi ma romans, ale jak podałam mu jej adres i czy tam chce pozew, przyznał, tylko dodał że dopiero od niedawna, że wcześniej nic ich nie łączyło (fakt, że wiem o romansie zmartwił go ponieważ, już wtedy wysłał pozew bez orzekania o winie), później w smesie napisał ze moje podejrzenia o romansie są bezpodstawne. kłamstwo do końca. teraz czekając na moją odpowiedź odgraża mi się, że będę spłacać jego "nieudokumentowane" długi, wszystko na szczęście w smsach. był ból i poczucie beznadziei, chciałam nawet wybaczyć ale to jego matka powiedziała mi , że on jest jak tatuś kłamca i oszust i nigdy się nie zmieni, i to utrwaliło mnie w decyzji rozwodu. to samo mówi pani psycholog córeczki, takie osoby się nie zmieniają a ja już nie chce ryzykować. kiedyś chciałam wszystko z nim przejść bo poza jakimis pomniejszymi kłamstwami, był idealny mówił że kocha i potrafił wszystkich przekonać, że tak jest. leczenie z takiej miłości trwa, są wzloty i upadki, na szczęście wzloty są coraz dłuższe a upadki coraz mniej dotkliwe. zdecydowałam się na własną terapię, przeczytałam ksiazkę poleconą przez panią psycholog. przeczytałam dziś wpis kobiety, która nie zna życia bez męża od zawsze z nim była- ja też, do wszystkich jego sukcesów dochodziliśmy moim kosztem. a jak się okazuje większośc tego co zbudował postawił na kłamstwie tak, że panicznie boi się powołania kochanki na świadka.
Komentarze
Strona 5 z 6 << < 2 3 4 5 6 >
amor dnia październik 12 2017 11:18:46
ale stwierdził że jemu za mało zostanie a on ma większe potrzeby

dlatego potrzebny jest Ci jakiś plan naprawczy i konkretne wyliczenia;
tyle i tyle na dziecko; bo to podstawa;
tyle o tyle na spłatę zobowiązań, po dogadaniu się z dłużnikami i uzgodnieniu jakiegoś sensownego systemu spłat;
z tego co zostanie można mówić o zaspokojeniu Waszych potrzeb;
i wymaganie od niego konsekwencji i konkretnych działań;
skończenia z tą dziecinadą, którą odwala;
przy czym najprawdopodobniej nie zostanie wiele ; warto wiec chyba w takim momencie zastanowić się na dodatkowymi możliwościami; zwiększenie kwalifikacji, szukanie innych źródeł dodatkowego dochodu ; i to z dwóch stron;
jak sąd pójdzie Ci na rękę to super; jak nie, to nie pozostaje Ci nic innego, jak nauczyć się, jak zarabiać większe pieniądze smiley
i to może być dla Ciebie świetna rzecz, jaką możesz wyciągnąć z tej całej sytuacji smiley

andzia85 dnia październik 12 2017 11:19:01
prawnik powiedział mi ze przy działalności liczą się dochody z dwóch ostatnich lat. Chodzi o to że nie jestem przekonana czy troll jest zagrożony bankructwem - więzienie za ostatni pit pewnie tak ale on za dużo zarabia zresztą sama nie wiem w tej chwili z jednego się muszę pozbierać zanim właduję się w kolejną potyczkę.
Dodatkowo bardzo wygodnie żyje z kochanką , co jestem w stanie udowodnić częściowo, prawnik powiedział że można to podciągnąć pod celowe wyłudzenie pożyczek szczególnie biorąc pod uwagę smsy w których odgraża się że nie będzie spłacać nic.
przykre jest to że jego prawdziwą twarz widzę dopiero terazsmiley
do bani

pit

dnia październik 12 2017 11:28:52
prawnik powiedział mi ze przy działalności liczą się dochody z dwóch ostatnich lat.

andzia nie zawsze, czasem może być to okres dłuższy. Można także przedstawić własne dowody które świadczą o tym że z działalności dochód jest o wiele wyższy.
A jak z rozdzielnością majątkową ? Przepraszam jeśli nie doczytałem.

Komentarz doklejony:
est coś takiego jak wystąpienie o rozdzielność majątkową z datą wsteczną i to zrobimy

Ok już doczytałem smiley Przez sąd ? Czy notariusza ?

amor dnia październik 12 2017 11:31:59
do bani

do żadnej bani; bierzesz się w garść i ogarniasz sytuację; ale nie w oparciu o życzeniowe, tylko o realne;
zacznij od ogarnięcia ile tego rzeczywiście jest;
i przyjrzyj się temu wraz z prawnikiem, co Tobie realnie może zagrażać;

pit

dnia październik 12 2017 11:32:21
Bo wsteczną tylko sąd.

amor dnia październik 12 2017 11:36:15
musisz to przeliczyć; przyjrzeć się temu, co i w jaki sposób jesteś w stanie spłacać, przed czym się zabezpieczyć zawczasu; zobacz co jest realne, o czym możesz rozmawiać z dłużnikami; z najniższej alimentacyjnej z funduszu nie spłacisz zobowiązań;

Komentarz doklejony:
*musisz to przeliczyć; przyjrzeć się temu, co i w jaki sposób jesteś w stanie spłacać, przed czym się zabezpieczyć zawczasu; zobacz co jest realne, o czym możesz rozmawiać z WIERZYCIELAMI; z najniższej alimentacyjnej z funduszu nie spłacisz zobowiązań;

Komentarz doklejony:
sorry pisze o dłużnikach, a mam na myśli wierzycieli;

*tyle o tyle na spłatę zobowiązań, po dogadaniu się z WIeRZYCIELAMI i uzgodnieniu jakiegoś sensownego systemu spłat;

impac1 dnia październik 12 2017 12:39:54
Witaj Andzia,
obiecalaem historie wiec zamieszczam. Przeczytaj a potem odejdz. fajnie ze juz dzialasz widze...

"To ponad sześć ostatnich lat mojego życia. Chcę to z siebie wyrzucić. Jest tego niemało. 

Jak poznałam potwora
Przez te wszystkie lata miewałam związki, dłuższe, krótsze, żaden nie był na poważnie, nudziłam się dość szybko, a że miałam co robić, nie przejmowałam się tym wszystkim. Nie jestem brzydka, nie miałam problemu z zainteresowaniem u płci przeciwnej.
Potwora poznałam przypadkiem. On zawodowo robił zdjęcia, ja pisałam. Kojarzyliśmy się ze studiów. Był w podobnym wieku. Zagadał do mnie na meczu, jednym, drugim. Nie zainteresował mnie wtedy, nawet mi się nie podobał. Byłam wtedy zaaferowana kimś innym - taka platoniczna miłość gówniary do dojrzałego faceta. Nie wyszło, odchorowałam swoje. Z potworem na jakiś czas urwał mi się kontakt. On cały ten czas był w związku z kimś innym. Wykreował ją potem na oziębłą córeczkę tatusia, która go zdradzała, a na końcu go zostawiła. Gdy go poznałam nie miał wielu znajomych. Kilku z pracy, dwie przyjaciółki w innych miastach. Wtedy nie było to dla mnie dziwne czy podejrzane.
Minęła chwila czasu i tak wyszło, że znów zaczęliśmy mieć kontakt. Potem spotykaliśmy się na stopie koleżeńskiej i dużo ze sobą rozmawialiśmy. Bardzo go wtedy polubiłam. Był dobrze wychowany, zabawiał mnie rozmową, dobrze się przy nim czułam. Był nietypowy, znał języki obce. Lubił muzykę klasyczną, na poziomie. Tak jak ja, kochał sport - koszykówkę. Twierdził, że też ma za sobą sportową przeszłość i też tak jak ja, przez kontuzję musiał przestać. Okazywał mi dużo atencji i za każdym razem podkreślał, że uwielbia ze mną rozmawiać, że jestem taka naturalna, mądra. Pomyślałam sobie - zupełne przeciwieństwo mojej niespełnionej, niedawnej miłości.
W którymś momencie coś mnie strzeliło i uległam, poszliśmy na pierwszą, prawdziwą randkę. Zaczęły się opowieści o jego przeszłości, o niepełnosprawnym tacie, o śmierci jego pierwszej dziewczyny. Zaczęły się myśli w stylu: kurcze, tyle w życiu przeszedł, nie może mi zrobić krzywdy. No i zaczęliśmy być oficjalnie parą. Poznałam jego rodziców, On poznał moich. Pierwszy raz kogoś im przedstawiłam, dużo to dla mnie znaczyło. Był na każde moje zawołanie, pomagał mi, przynosił kwiaty. Normalnie raj na ziemi. Chciałam z nim spędzić życie.

Pierwsza rysa pojawiła się dość szybko

Minęło kilka miesięcy sielanki i zaczął mnie izolować od znajomych. Mimo, że nie robiłam nic zdrożnego, kazał wybierać czy wolę jego czy ich. Próbowałam się stawiać, ale ostatecznie odpuściłam i pokończyłam kilka znajomości. Podśmiewał się, że teraz to on już nie musi być zazdrosny, bo o co...Doszliśmy do etapu, w którym mieszkaliśmy ze sobą i pracowaliśmy w jednym miejscu, więc miał nade mną pełną kontrolę, całą dobę...Chciałam nadal mieć kontakt ze sportem, więc zaczęłam chodzić na różne zajęcia. To mu się nie podobało i wyraźnie o tym mówił. Mi, znajomym z pracy. Narzekał, że go zostawiam samego i jak ja tak mogę. Nie odpuściłam i do dziś tam chodzę. Musiało go to bardzo wkurzyć.


Minęło trochę czasu i tak jak nie używał przy mnie telefonu, nagle zaczął. Potem regularnie wychodził na kosza, mówiąc, że potrzebuje prywatności, odpoczynku ode mnie. Nic nikomu nie mówiłam, starałam się to zrozumieć, bo tego czasu razem faktycznie było dużo. Poza tym zawsze wracał do mnie...Do naszego gniazdka miłości. Do mnie się przytulał, to mnie "kochał". Zawsze mi mówił, że ja jestem ta najładniejsza, najlepsza w pracy. Gwiazda sportu. Zrobił mi najpiękniejsze zdjęcia, jakie mam.

Jak się potem okazało na koszu poznał dziewczynę, podobno kolejną przyjaciółkę. Nazwijmy ją M.

Zdołał mnie na tyle zmanipulować, że mimo początkowych awantur i podejrzeń w końcu uwierzyłam w jego wersję. Ona odzywała się do niego co chwilę. Twierdził, że jest osobą skrytą i dlatego, że ja jestem taka straszna i groźna nie chce mnie poznać. Później, gdy próbowałam się z nią sama kontaktować, blokował to groźbami. Bolało mnie to bardzo, ale z miłości do niego odpuściłam kolejny raz.
I tak sobie dalej żyliśmy. Ja pełna podejrzeń, nieufna. Zazdrosna o nią. A on raz kochający, raz obrażony i obwiniający mnie za wszystko złe co go spotyka. W którymś momencie zaczął mi opowiadać jak źle się czuje. Pokazywał powiększone węzły chłonne. Twierdził, że jeździ do lekarza, że podają mu tam leki. Oczywiście nigdy nie zabrał mnie ze sobą, w mieszkaniu nigdy nie było żadnych tabletek. W przeciwieństwie do niego, ja zaczęłam mieć prawdziwe problemy ze zdrowiem, które trwają do dzisiaj.
Mój organizm krzyczał o pomoc, a mimo to, nie chciałam uwierzyć w toksynę, w której żyłam.
Było coraz gorzej, awantury były coraz częstsze. On coraz częściej wychodził bez słowa i wracał. Wiele razy chciałam go zostawiać, pakowałam swoje rzeczy, ale zawsze udawało mu się mnie ugłaskać, czy to płaczem czy szantażem. Zawsze.
Któregoś dnia znalazłam go po pracy całego zapłakanego. Ledwo mówił, cały się trząsł. Twierdził, że ze zdrowiem jest naprawdę źle. Że jestem jego miłością życia, ale między nami jest tak źle. Błagał bym go nie zostawiała. Jednocześnie mówił, że musimy pomieszkać osobno, żeby to przemyśleć. Znaleźć siłę na walkę o nas. Płakałam z nim, serce mi pękało, ale ostatecznie dla dobra miłości mojego życia...zgodziłam się. Chwilę potem wylądowałam w szpitalu, ze zdrowiem nie było dobrze. Oczywiście mój pan był tam ze mną, bo wiedział, że go wtedy potrzebowałam. Wszyscy znajomi widzieli jak bardzo się mną przejmuje, jak dba o mnie i mnie kocha. Koleżanki mi zazdrościły tego księcia.
I tak minął rok. Mieszkałam ze znajomymi. On twierdził, że mieszka poza miastem, w domu kumpla. Gdy chciałam go odwiedzić wykręcał się tym, że nie po to się wyprowadzał, żebym tam teraz przesiadywała. Ja nie sprawdzałam, bo mu bezgranicznie ufałam. Nie chciałam też, żeby myślał, że mam obsesję na jego punkcie. Regularnie przyjeżdżał za to do mnie, odzywał się i robił awantury, gdy ja milczałam, zostawał na noc, dalej odwiedzał moich rodziców, którzy zresztą próbowali mnie z tego wyciągnąć, bo przestali mu wierzyć. No ale ja wiedziałam lepiej. Przecież to ja z nim jestem na co dzień, nie oni.
Od swoich rodziców mnie odseparował, tak jak i od wybranych przyjaciół i znajomych. Przecież tak nam się nie układa, że nie powinni nas oglądać w takim stanie. Cały ten czas opowiadał o tym, o czym chciałam słuchać - o planach wspólnego mieszkania, ślubie, dziecku, prosił o jeszcze chwilę czasu i obiecywał zmiany. A ja mu wierzyłam do tego stopnia, że w którymś momencie odnalazłam plusy mieszkania osobno. Intensywnie trenowałam wszystkie możliwe sporty, poznałam nowych ludzi, funkcjonowałam w miarę normalnie, wg. określonego schematu.
Jest rok 2013. Zmieniłam pracę na wymarzoną korporację. On zresztą też. Zaczęłam pracować w jednym dziale z najlepszą przyjaciółką M. Kolejny przypadek? Raczej nie. Przyjaciółka rozpracowała go już dawno. Któregoś dnia zaczęła na głos mówić w pracy o M. o i jej chłopaku, który jest potworem. Od razu skojarzyłam kto jest kto. Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę, chciałam i jedną i drugą rozszarpać na kawałki za to, jak mogą mnie w taki sposób sprawdzać i kłamać o moim Panu. Choć aż się we mnie gotowało nie zrobiłam nic, bo bardzo zależało mi na tej pracy. Wróciłam do domu, opowiedziałam mu, a on twierdził, że M. odbiło, że nie chce jej znać i że ma problemy psychiczne. Twierdził, że zakończył tę znajomość, potwierdzeniem czego miał być wysłany do niej e-mail i zablokowane konto na facebooku. Oczywiście znów bolało, awantury wróciły, a ze zdrowiem było gorzej, ale po czasie, jak zwykle mi przeszło i mu uwierzyłam. Tłumaczyłam sobie, że on mnie tak kochał, a ja tak bardzo mu ufam, nie chciałam go stracić. Kilka osób próbowało mnie z tego wyciągnąć, ale jako, że żadna z nich nie miała utartych dowodów jego winy, wierzyłam jemu. Oczywiście każda z tych osób wg. niego zagrażała naszemu związkowi i źle nam życzy. Była naszym wrogiem. Wypuszczał zatem w świat nieprawdziwe doniesienia o tych ludziach.
Chwilę potem przyjęłam kolejny cios. Splądrowano mi mieszkanie, więc jedyną cenną rzeczą, jaką miałam w tamtym momencie był rower. No i oczywiście mój Pan, który mnie wspierał, pocieszał, pożyczał pieniądze..Jak ja u wtedy dziękowałam, że jest ze mną, że mnie nie zostawił samej.
Rok 2014. Ze względu na zmiany w firmie z dnia na dzień zostałam bez pracy. Kolejny raz wpadłam w wielki dól, a on kolejny raz mnie z niego wyciągnął. Męka potrwała miesiąc, znalazłam nową, lepszą pracę. Potwór kontynuował swój schemat działania. Miał dużo pracy, co chwilę delegacje, prace w weekendy. Jednocześnie opowiadał, że każdą wolną chwilę, święta, weekendy poświęca mi, że powinnam to docenić. Wszystko wydawało się bardzo realistyczne, więc wierzyłam. Gdy przyjeżdżał otaczał mnie swoją miłością itp. itd.,
Jako ukoronowanie tej sielanki zaplanowaliśmy wspólne wakacje w sierpniu. W lipcu zaczęła go notorycznie boleć głowa. Znów twierdził, że jeździ po lekarzach, że ciągle źle się czuje. W końcu, że rodzina załatwiła mu badania w najlepszym ośrodku w kraju i bardzo przeprasza, ale musimy przełożyć wakacje. Cierpiałam, płakałam nad kolejną zmianą planów, ale mu uwierzyłam...I tak dalej sobie żyłam w tej mydlanej bańce, a on dalej urabiał mnie i moich bliskich.
Prawdopodobnie moje życie wyglądałoby tak samo następne 5 lat, gdyby nie kolejny przypadek.
Jest początek 2015 roku, odebrał mnie z pracy, spędziliśmy trochę czasu razem, pojechał. Idę jak zwykle na wieczorne zakupy. Awaria kas, muszę iść gdzieś indziej. Poszłam na sąsiednie osiedle. 3 min. pieszo od miejsca, gzie mieszkam. Wychodząc ze sklepu, M. do niego wchodziła. Cała się trzęsłam, zadawałam sobie non stop pytanie, co ona może robić na sąsiednim osiedlu. Coś mnie tknęło, wkurzyłam się. Poczekałam i poszłam za nią, zobaczyłam gdzie mieszka. W całej euforii chciałam zadzwoniłam do potwora, żeby się poskarżyć. No i zobaczyłam go, wychodzącego z tej samej klatki. Nigdy nie zapomnę jego wzroku psychopaty. Dalej próbował mnie urabiać mówiąc, że nie wiedział jak mi powiedzieć, że to przyjaciółka, że on ma tu tanio i blisko do pracy. Nie zająknął się ani na chwilę. Dałam mu 2 tygodnie na wyjaśnienia. Miałam się zobaczyć z nim i M. Obiecywał, że będę się z tego jeszcze śmiać, że on ma już spakowane rzeczy i tylko ode mnie zależy, kiedy się do mnie wprowadzi.
Epilog
Pękłam. Przeżyłam najgorszy miesiąc swojego życia. Nie jadłam, nie spałam, ledwo chodziłam. Jak się okazało potwór, mimo słodkich obietnic, nie zrobił zupełnie nic. Kolejny raz się wkurzyłam, poszłam tam z samego rana. Spotkałam ją, bez problemu wymieniłyśmy się numerami, umówiłyśmy na spotkanie. Od słowa do słowa, udało nam się zobaczyć.To była jedna z trudniejszych dla mnie rozmów w życiu, ale dzięki niej dowiedziałam się z kim żyłam te lata. M. nie miała pojęcia o moim istnieniu, cała posiwiała i zaczęła łysieć. Mieszkała z nim w kawalerce cały ten czas. Wobec niej stosował dokładnie te same schematy, co wobec mnie. Z tą różnicą, że ja miałam jeszcze siłę się postawić, a ona raczej nie. Urabiał i mnie i ją, a także wiele innych osób. Nie wiem, jakie teraz są jej losy i nie chcę wiedzieć, bo wolę skupić się na sobie. Zrobiłam jednak wszystko, żeby ją z tej pajęczyny pająka wyplątać, ale wiem, jak trudna to decyzja by zawalczyć o siebie. Mam nadzieję, że jej bliscy, którzy wiedzą, nie zostawią jej samej.
W przypływie złości postanowiłam, że porozmawiam absolutnie z każdym, kto był w tę chorą sytuację zamieszany i znał tę gnidę lepiej niż z widzenia. Tak też zrobiłam. Był na tyle głupi, że przez te lata zostawił po sobie wiele śladów na bycie moim partnerem. Mój telefon, konto na facebooku, mail to prawdziwa skarbnica dowodów. Ludzie nie mieli oporów by mi uwierzyć. Zaczęli nawzajem konfrontować swoje historie, w których niestety pojawiły się straszne dziury.
Dowiedziałam się, że kilkoro z nich miało mnie za chorą psychicznie byłą dziewczynę, bo taki mój obraz przedstawiał mój "ukochany". Aż strach pomyśleć, że mogłam mieć przez niego ogromne problemy w pracy, bo tak samo myślała o mnie M., a przez to także jej przyjaciółka, z którą pracowałam. Psychol grupował sobie ludzi i w zależności od tego, w jakim byli położeniu względem mnie czy M. miał dla nich inną wersję wydarzeń. Nigdy nie był poważnie chory, nie grał w koszykówkę, nie zabił człowieka, jego byłe dziewczyny żyją i mają się dobrze. Podczas, gdy miał być w szpitalu, pojechał z M. na wakacje, na które kupił 3 bilety. Dla siebie, dla M. i dla mnie. Zmyślał na potęgę, Od tego momentu nie chciałam go znać, a on, gdy dowiedział, że go zdemaskowałam, powiedział, że dla niego umarłam.
Pomyślałam, że to choroba nim kierowała, więc mimo wszystko, chciałam mu pomóc. Zadzwoniłam do jego matki, którą miałam za rozsądną i lubiącą mnie osobę. Powiedziała mi wtedy, że od lat niszczę życie jej synowi i M. oraz, że mam się już nigdy z nimi nie kontaktować...Podziękowałam jej za wszystko, rozłączyłam się i zaczęłam płakać.
O życiu intymnym nie chcę mówić, to za bardzo boli. Wszystko się niestety zgadza z tym, co opisywałaś.
W ramach radzenia sobie z tą chorą sytuacją udało mi się porozmawiać z ludźmi, od których mnie latami izolował. Uwierzyli w moje słowa, dali mi szanse. Bardzo pomagają mi teraz bliscy, praca i sport. Udało mi się załatwić kupno mieszkania. Zaczęłam terapię u specjalisty. Boję się, że gdy minie mu złość za to, że go zdemaskowałam, będzie szukał u mnie wybaczenia, ale muszę sobie z tym poradzić.
Serce mi krwawi na myśl o tym ile lat i zdrowia poświęciłam dla tego potwora. Nikt ani nic mi tego nie zwróci. Wierzę jednak, że karma wraca, a ja będę jeszcze kiedyś szczęśliwa. Dziękuję też Bogu, że nie jestem w ciąży, nie wzięłam z nim kredytu, ani nie wyszłam za mąż."

3maj sie

Myslaca dnia październik 12 2017 21:46:44
Andzia, przestrzegam Cię przed pochopnym podejmowaniem rozmów i "działań naprawczych" z wierzycielami. Możesz się wpakować w niezłe bagno, bo istnieje w polskim prawie coś takiego jak uznanie długu. Nie miejsce tu na szczegóły, ale wstrzymaj się z poczynaniami do uzyskania rozdzielności, a potem weź dobrego radcę prawnego który się w temacie specjalizuje. On może kosztować troszkę, ale w efekcie Ci się to bardziej opłaci niż bezkrytyczne przyjmowanie długów Twojego męża i spłacanie tego, co wcale nie musi być przez Ciebie spłacane.
To bardzo delikatne sprawy i łatwo popełnić błąd, który będzie sporo kosztować.

andzia85 dnia październik 12 2017 21:49:15
impac1
dzięki za historię , masakra jakaś

co do rozdzielności tylko przed sądem. szczególnie że mieliśmy oszczędności na jego kontach których on się teraz wypiera i tłumaczy że ich nigdy nie było bo kłamał. przed notariuszem nie dojdę do prawdy

impac1 dnia październik 12 2017 22:14:14
Andzia,

posluchaj Myslacej. Dobrze mysli smiley

Strona 5 z 6 << < 2 3 4 5 6 >
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Podobne zdrady
Nie znaleziono podobnych tytułów zdrady.
Reklama Wirtualna przyjaciółka
www.malwina-meredyk.lajt.info
Logowanie
Login lub e-mail

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Aktywne tematy !!!
Czy reaguję przesadnie?
Zdradzeni
Bo po jego zdradzie ...
i ja musiałam tu tra...
Muszę komuś powiedzi...
Zdradzony
Nie znam kobiety
zdradziłam
Zdrada na stare lata ;)
Czy da sie żyć
Wyznania po czasie
banalnie
Beznadziejnie
a miało być tak pięknie
Korporacja zabija zw...
Zdrada około sześcd...
I na mnie trafilo
Jestem masochistka!!!
Po 4 latach
zdrada w małżeństwie
Jestem wszystkiemu w...
Byłem naiwny
jak żyć?
Zdrada emocjonalna
Prowokacja /Ana87/
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Hestia
17/10 21:49
impac1..grabisz sobie mój Panie smiley

Archiwum
Reklamy
Depilacja
Copyright © 2007-2015 www.zdradzeni.info