banalnie
Dodane przez andzia85 dnia Październik 08 2017 18:05:33
mam 32 lata. z mężem znaliśmy się od liceum i od liceum byliśmy parą. później wspólne zamieszkanie sielanka, ślub, wielka miłość sukcesy męża. i pierwsze kłamstwa, dotyczące problemów z kasą. usprawiedliwiał się tym, że nie chciał martwić mnie przepraszanie że ostatni raz. Zmiana pracy przeprowadzka. wyjazdy służbowe, coraz więcej pracy coraz mniej nas, jakieś pomniejsze kłamstwa co jakiś czas i awantury o nie. w końcu zaczęły wychodzić ewidentne poszlaki zdrady, robiłąm awantury, słuchałam wytłumaczeń i przyjmowałam je. O swojej domniemanej wtedy kochance wypowiadał się jak o chorej psychicznie szmacie bez zasad moralnych i to mnie uspokajało (a prawda jest taka ze dzięki tym jej zwierzeniom miał gotową instrukcję urzytkowania). W kwietniu zrezygnowałam z pracy mieliśmy się przeprowadzić do wygodniejszego mieszkania drugie dziecko. a tu nagle go nie ma od 7 rano do 23 nieobecny, weekendy w biurze, powód dużo pracy, ryzyko zwolnienia i takie banialuki. W maju oznajmił , że jest tak nie szczęśliwy w małżeństwie że chciał popełnić samobójstwo (matka go telefonicznie odciągała od pomysłu zabicia siebie, tylko, że wspomniana nic o tym nie wiedziała), że jest nałogowym kłamcą, że terapia może nic nie dać, że zasługuję na kogoś lepszego. Oczywiście nie ma kochanki przysięgi na wszystko łącznie z życiem dziecka. ja zaczęłam brać odpowiedzialność na siebie i odleciałam, jakbym była uzależniona od heroiny. wyprowadził się ponoć żeby naprawiać, a ja nie jadłam nie spałam chodziłam po ścianach i czułam olbrzymi ból, niestety na wszystko patrzyła moja córeczka i to potworne. chodziliśmy na terapię tam opowiadał jak kocha i jak zależy, a jak się okazało później już z nią mieszkał. w pierwszej połowie czerwca przedstawił córeczce 5lat kochankę, mi uargumentował to tym że pożyczali sobie auto a dziewczyna bardzo go wspiera, bo sama w na koniec maja rozstała się z narzeczonym. W połowie lipca powiedział mi na spotkaniu ze to koniec, ze nie ma nikogo, że ma depresję i impotencję. po tym była padaczka emocjonalna, płacz, ból, bezsens. Siostra wynajęła detektywa. dla nas pieniędzy nie ma a Kochanką wakacje zagraniczne, śniadanka na paryskiej w wawce sam ekskluziw. Jak kretynka wygadałam się z detektywa, oczywiście najpierw zaprzeczał, mówił ze jestem psychiczna , że w biurze ma jeszcze kilka innych koleżanek i czy ze wszystkimi ma romans, ale jak podałam mu jej adres i czy tam chce pozew, przyznał, tylko dodał że dopiero od niedawna, że wcześniej nic ich nie łączyło (fakt, że wiem o romansie zmartwił go ponieważ, już wtedy wysłał pozew bez orzekania o winie), później w smesie napisał ze moje podejrzenia o romansie są bezpodstawne. kłamstwo do końca. teraz czekając na moją odpowiedź odgraża mi się, że będę spłacać jego "nieudokumentowane" długi, wszystko na szczęście w smsach. był ból i poczucie beznadziei, chciałam nawet wybaczyć ale to jego matka powiedziała mi , że on jest jak tatuś kłamca i oszust i nigdy się nie zmieni, i to utrwaliło mnie w decyzji rozwodu. to samo mówi pani psycholog córeczki, takie osoby się nie zmieniają a ja już nie chce ryzykować. kiedyś chciałam wszystko z nim przejść bo poza jakimis pomniejszymi kłamstwami, był idealny mówił że kocha i potrafił wszystkich przekonać, że tak jest. leczenie z takiej miłości trwa, są wzloty i upadki, na szczęście wzloty są coraz dłuższe a upadki coraz mniej dotkliwe. zdecydowałam się na własną terapię, przeczytałam ksiazkę poleconą przez panią psycholog. przeczytałam dziś wpis kobiety, która nie zna życia bez męża od zawsze z nim była- ja też, do wszystkich jego sukcesów dochodziliśmy moim kosztem. a jak się okazuje większośc tego co zbudował postawił na kłamstwie tak, że panicznie boi się powołania kochanki na świadka.
Rozszerzona zawartość newsa