Historia jakich wiele
Dodane przez Tabris dnia Listopad 19 2020 15:30:38
Jestem żonaty od 10 lat, znamy się prawie 15. Poznałem ją gdy była jeszcze w szkole średniej, byłem jej pierwszym partnerem. Poślubiłem ją gdy miała 20 lat, ja miałem wtedy 28. Tuż po ślubie poszła na studia i wtedy zaczęły się problemyr30; Jest bardzo atrakcyjna fizycznie, od razu zaczęła mieć grupę adoratorów, w większości zwyczajnych gamoni, którzy traktowali ją jak księżniczkę. Czasami widziałem smsy, co to by jej nie zrobili, gdyby byli z nią w łóżkur. Pracowała w kadrach, dwóch pracowników fizycznych próbowało zapraszać ją na kawki i na plaże nudystów. Raz widziałem jak jeden z nich podwiózł ją do domu po pracy. Zdecydowanie nie podobało mi się to i stanowczo wyrażałem sprzeciw. Ona broniła się, że to tylko koledzy, owszem ślinią się ale na tym się kończy. Zrobiłem się mocno zazdrosny, jasno komunikowałem swoje niezadowolenie. Chciałem, żeby stanowczo określiła adoratorom gdzie ich miejsce. Nie zrobiła tego. Po roku urodził nam się syn. Żona zupełnie zapomniała, że ma męża, właściwie mogłem dla niej nie istnieć. Dostarczałem większość dóbr, rozwijałem własną firmę, remontowałem dom. Gdy syn trochę podrósł poszedł do przedszkola a żona do pracy w kadrach w innej niż wcześnie firmie. Mijaliśmy się, była mocno zdystansowana, zbliżenia nieczęsto i rozkładała nogi aby mieć już święty spokój. Ja miałem duże potrzeby, które nie były zaspokojone. Nie chciałem jej zdradzać, chociaż małżeństwem byliśmy tylko na papierze. Z mojej inicjatywy zapisaliśmy się na terapię małżeńską, żona po pierwszej wizycie stwierdziła, że więcej się nie pojawi. Gdy już byliśmy na równi pochyłej, w którymś momencie pojawił się pomysł wyjścia do swing klubu, o dziwo przyjęła to entuzjastycznie. Trochę swingowaliśmy wymieniając się partnerami z innymi parami. Łącznie było kilka takich przygód. Od tamtej pory wyraźnie zaczęło się poprawiać, chociaż nastawiony byłem na rozwód. Któregoś wieczoru podczas rozmów przy większej ilości wypitego alkoholu przyznała się że ma romans od kilku miesięcy. Sypiała z facetem, który mógłby być jej ojcem, poznała go w pracy, to był jakiś podwykonawca. Byłem w szoku, ale nagle do mnie dotarło dlaczego bez większego zastanowienia zgodziła się na swing. Zażądałem natychmiastowego zerwania tej znajomości, bez wahania zdecydowała się ją uciąć. Później okazało się, że zwyczajnie lepiej się konspiruje. Doszło do mojej konfrontacji z gachem, próbował mnie oczerniać, donosił na policję że chcę wyłudzić od niego dużą kwotę pieniędzy. Oskarżenia nie zostały przyjęte a prokurator chciał postawić mu zarzuty. W złości powiadomiłem jego rodzinę, żonę, dzieci. Może niepotrzebnie. Razem z tym wydarzeniem miałem jeszcze zawirowanie w firmie, w tym samym czasie próbował wykiwać mnie wspólnik, narobił długów i zawinął się ze spółki. Nakazałem żonie natychmiastowo rzucić etat i przyjść mi do pomocy w biznesie. Następnego dnia pracowała już ze mną. Od tego momentu całkowicie się zmieniła, z dnia na dzień stała się kochającą ciepłą kobietą, oddaną matką dbającą o dom i dzieci. Z czasem jakoś nauczyłem się z tym żyć, ale nie pogodziłem się z tym, że mnie oszukiwała. Po tym wszystkim przez długi czas ją sprawdzałem, teraz już tego nie robię. W międzyczasie urodził mi jeszcze dwójkę dzieci (wszystkie moje, sprawdziłem badaniami DNA). Stan dobrego związku trwa do dziś, z kasą jest różnie, raz lepiej raz gorzej. Żona jak do rany przyłóż, wszystko cyka jak w szwajcarskim zegarku. Mówi, że bardzo się zmieniłem, zmężniałem, że mnie kocha, że przewodzę rodzinie, że podziwia. Stałem się atrakcyjny dla kobiet, widzę to, że się podobam. Żona również to widzi, jest zazdrosna, momentami zbytnio. Od momentu gdy wyjawiła prawdę (o ile całą) o romansie minęło prawie 6 lat. Od 5 lat jest w domu z dziećmi, ma swój mały internetowy interes. Ja powróciłem do dawnych hobby, mam czas dla siebie i dla dzieci. Sielanka, gdyby nie to co stało się kiedyś. Są takie dni, gdzie napada mnie wręcz smutek i żal i mam siebie za frajera, myśląc, że powinienem ją wtedy kopnąć w dupę. Teraz gdy jest trójka dzieci to byłoby znacznie trudniejsze. Reasumując: Chyba jej nie kocham, traktuję ją raczej jako seksualną służącą z funkcją kury domowej. Ona wyznaje mi miłość, gotuje obiadki i obciąga co wieczór. Myślę nad terapią, ale zastanawiam się czy powinienem iść sam czy z małżonkąr30; Tylko czy po latach warto?
Rozszerzona zawartość newsa